"Peron"

Gazeta towarzysząca festiwalowi Performance Platform Lublin 2011 "Peron" powstawała w ramach warsztatów z krytyki artystycznej. Cztery numery są dostępne w Galerii Labirynt:



prowadzenie warsztatów: Magdalena Ujma

współpraca: Marta Ryczkowska

skład: Ida Smyczyńska

uczestnicy warsztatów: Anna Bakiera, Szymon Burek, Agnieszka Chwiałkowska, Sylwia Dmowska, Aleksandra Hojdak, Iwona Hojdak, Jadwiga Kiciak (BlueBerry), Wiktor Kołowiecki, Liliana Kozak, Anna Kozicka, Karolina Miszczak, Katarzyna Ogórek, Agnieszka Szablikowska, Karolina Szymczak, Beata Wojewoda

Trzeci Dzień Performance Platform 2011



Cui Tao


He Chengyao


Chen Jin


Cai Qing Sonnenberg


fot. Diana Kołczewska

__________

BlueBerry

NOTES: Trzeci dzień Performance Platform 2011

[English version below] 


He Chengyao w labiryncie Labiryncie.
Trzeci dzień Platformy zakończony. Jutro ostatni dzień festiwalu. To nieprawdopodobne jak szybko mija czas. Jakaś niemożność zapanowania nad tym, mam ciągłe poczucie niedosytu. Niby jestem, staram się być obecna, przytomna, uważna, a tu taka niespodzianka! Mam ochotę rzucić się na środku Grodzkiej i wrzeszczeć, że jeśli nie mogę tego przeżyć jeszcze raz, pełniej, bardziej dojrzale i świadomie, to niech ten czas wreszcie choć trochę zwolni... Przecież ja jeszcze się nie nasyciłam, nie nacieszyłam towarzystwem Luciany, Anki, Lushan, Pauliny, Chengyao, Magdy, Cui Tao, Kateřiny, Łukasza..., przecież ja jeszcze nie nadreptałam się po Lublinie, nie skosztowałam różności, nie....
Miejscem pracy He Chengyao był plac po starej farze tuż koło Labiryntu. Ktoś, kto zna Lublin, wie jak to miejsce wygląda: jak labirynt niskich murków i miniplacyków wyłożonych płytkami z różnego rodzaju kamienia i szamotu.
Chodziła liniami wyznaczonymi przez konstrukcje murów, co kilka kroków przystając po to, by odłożyć resztki spalonej zapałki, spalonej zapałki, z pudełeczka wyjąć następną, wyjąć następną, zapalić i niosąc ją jak maleńką pochodnię przejść kolejnych kilka kroków. Kiedy zapałka gasła Chengyao przystawała na moment, przystawała na moment, resztki zapałki odkładała na dłoń, wyjmowała następną po to by ją zapalić i niosąc ją jak maleńką pochodnię przejść kolejnych kilka kroków. Czasem zatrzymywała się na dłuższą chwilę: wtedy, gdy nie miała już ani jednej zapałki, ani jednej zapałki. Wówczas do jednej kieszeni wkładała do jednej kieszeni resztki zapałek i puste pudełko, puste pudełko. Pełne pudełko wyjmowała z drugiej kieszeni, pełnej kieszeni i z pudełka wyjmowała pierwszą zapałkę, po to by ją zapalić i niosąc ją jak maleńką pochodnię przechodziła kilka kroków. Zaraz potem zatrzymywała się, przystawała na moment, bo zapałka zgasła, zapałka zgasła, więc resztki zapałki odkładała na dłoń, wyjmowała następną po to by ją zapalić i niosąc ją jak maleńką pochodnię przejść kolejnych kilka kroków....
Performance He Chengyao trwał nieco ponad dwie godziny. Ostatnie trzy kwadranse spędziłyśmy we trzy: ja i jeszcze jedna z koleżanek-warsztatowiczek niemalże równocześnie wpadłyśmy na ten sam pomysł, żeby podążać za Chengyao. Chodziłyśmy za nią przystając w rytm jej przystanków, tylko nie zapalałyśmy zapałek. Przez chwilę przeleciało mi przez głowę, że tam, w galerii, trwa dyskusja, może coś się dzieje, co mi umknie, gdzie powinnam być obecna... A tu – dalej będzie ...chodziła liniami wyznaczonymi przez konstrukcje murów, konstrukcje murów, co kilka kroków przystając po to, by odłożyć resztki spalonej zapałki, z pudełeczka wyjąć następną, wyjąć następną, zapalić i niosąc ją jak maleńką pochodnię przejść kolejnych kilka kroków....
Zostałam. Poczułam, że teraz właśnie to chodzenie jest dla mnie najważniejsze. Podążanie za ścieżkami labiryntu jakichś dawnych śladów, jakby w poszukiwaniu jakichś istotnych spraw. Pomyślałam, że Chengyao jest trochę jak dziewczynka z zapałkami z baśni Andersena, która zapragnęła odmienić swą zaczarowaną historię. Nie wypaliła wszystkich zapałek naraz, tylko pali je po jednej. Może jedną zapałką się rzeczywiście nie ogrzeje – jak to zauważyła w baśni – ale patrząc na zapałkę będzie przypominała sobie, że wszystko przemija i że przemijanie jest nieodłącznym atrybutem życia.
...
Kiedy patrzyłam jak Chengyao opróżniała kieszenie z pustych pudełek i resztek po spalonych zapałkach, pomyślałam, że wrzaski na Grodzkiej niczego by nie zmieniły, a nienasycenie jest tylko stanem umysłu, na który sobie pozwalamy.


BlueBerry

NOTEBOOK: The third day of Performance Platform 2011


Chengyao in the labyrinth of Labyrinth.
The third day of the Platform is over. Tomorrow is the last day of the festival. It seems unreal to me how quickly the time passes. There is some kind of incapacity to control it, a constant sensation of insufficiency. Seemingly I am, I try to be present, alert, attentive, yet what a surprise! I feel like throwing myself in the middle of Grodzka St and yelling out that if I cannot live through it once again, more fully, more maturely and consciously, then let the time slow down at least a bit... I haven't yet satiated, enjoyed to the full the company of Luciana, Anka, Lushan, Paulina, Chengyao, Magda, Cui Tao, Kateřina, Łukasz.... I haven't yet trotted around Lublin enough, I haven't yet tasted enough local delicacies, I haven't yet...

The place of He Chengyao's work was the square, where the old parish church was, near the Labyrinth. Those, who know Lublin, know what this place looks like: like a labyrinth of low walls and miniature squares lined with all sorts of stone and fireclay tiles.

She followed the lines determined by the constructions of walls, stopping every few steps to put away the remnants of a burnt-out match, a burnt-out match, to take another one out of the box, to take another one out, to light it and, carrying it like a minute flambeau, to walk another few steps. Every time the match burned out, Chengyao stopped for a moment, stopped for a moment, placed the remnants of the match onto her hand, took another one out in order to light it and, carrying it like a minute flambeau, walked another few steps. Sometimes she stopped for a longer while: when she didn't have a single match left, not a single match. Then she would put into one pocket, into one pocket the remnants of matches and the empty box, the empty box. She would take a full box out of the other pocket, a full pocket, and would take the first match out of the box in order to light it, and carrying it like a minute flambeau, she would walk another few steps. Right afterwards she would come to a halt, stop for a moment, because the match burned out, so she would place the remnants of the match onto her hand, take another one out in order to light it and, carrying it like a minute flambeau, walk another few steps...

He Chengyao's performance lasted for just over two hours. The three of us spent the last three quarters of an hour together: both I and another workshop participant hit on the idea to follow Chengyao at the same time. We followed her, stopping to the rhythm of her stops, only we didn't light matches. For a moment it sprung to my mind that there, at the gallery, the discussion is going on, maybe something is happening, something that I am going to miss, where I should be present... While here – she's still going to keep... following the lines determined by the constructions of walls, stopping every few steps to put away the remnants of a burnt-out match, to take another one out of the box, to take another one out, to light it and, carrying it like a minute flambeau, to walk another few steps...

I stayed. I felt that now it's precisely this walking that is the most important for me. Following the paths of a labyrinth of some old traces, as if looking for some important matters. I thought that Chengyao is a bit like the little match girl from Andersen's story, who wanted to change her enchanted tale. She didn't burn all the matches at the same time, she burns them one at a time instead. Maybe she won't warm herself up with one match – as she noted in the story – but looking at the match, she will remind herself that everything passes and that passing is inherent to life.

...
As I looked at Chengyao emptying her pockets out of empty boxes and burnt-out match remnants, I thought that yelling on Grodzka St wouldn't change a thing and insatiability is just a state of the mind that we take liberties with.


translated by Anna Lycett

Drugi Dzień Performance Platform 2011





Luciana Freire D'Anunciacao



Marijana Jovanovic



fot. Diana Kołczewska

_____________

BlueBerry

NOTES: drugi dzień Performance Platform 2011

[English version below]

Drugiego dnia program festiwalowy zapowiadał trzy kobiety. Miały to być: Luciana Freire D' Anunciacao, Marijana Jovanovic i Żaklina Piechanowska. Są to tak różne indywidualności, tak różne osoby i tak różne artystki, że już przed ich wystąpieniami byłam podniecona samym zestawieniem. Jeśli organizatorzy zrobili to z rozmysłem - to strzał w dziesiątkę, jeśli to przypadek - to jeden ze szczęśliwszych.
Pierwsza artystka dokonała prezentacji (może nieco zbyt dopowiedzianej i uprzedzającej, ale prezentacji). Obejmowała ona zasadzie tylko później zrealizowany performance i oszczędne wątki osobiste. Trochę mi zabrakło kontekstu innych performance'ów, które przybliżyłyby sylwetkę artystki.
Druga oświadczyła, że właściwie nie jest pewna, czy może to nie jest już początek jej performance'u i dokonała wiwisekcji. Wiwisekcja była dość rozbudowana, bo dotyczyła nie tylko życia samej artystki, całkowitego braku poczucia bezpieczeństwa, przemocy oraz naruszeń intymności i autonomii przez jej najbliższych, ale także dotyczyła historii życia tych osób. Artystka bardzo wyraźnie zaznaczyła, że czyni to po to, żeby jej twórczość była lepiej zrozumiana.
Trzecia artystka nie pojawiła się, pokazano jej pracę wideo. Właściwie już w tamtym momencie czułam się mocno zaciekawiona i przewidywałam nie tylko przebieg dnia, ale też podjęłam decyzję, o czym chcę pisać do „PERON-a”.

Luciana przedstawiła ten sam performance, co na EPAF-ie. Jej prezentacja i rozmowy kuluarowe upewniły mnie co do właściwej interpretacji jej wystąpienia i co do tego, że to co robi to jest performance, a nie taniec (a to jej performance'owi część publiczności zarzucała w Warszawie). Co ciekawe – Luciana jest świadoma tych zarzutów, ale - jak powiada, wie co robi i co chce zrobić. Pozostaje nam wsłuchiwać się w głosy płynące ze świata, bowiem w takich przypadkach czasem się zdarza, że po latach coś można usłyszeć i to niejednokrotnie.

Marijana zaprosiła publiczność do sali ostro oświetlonej, co stanowiło wielki, wręcz bolesny (przynajmniej dla oczu) kontrast po performance Luciany przebiegającym w oświetleniu pochodzącym z projektora. Kiedy wszyscy znaleźli się w sali i zajęli miejsca wokół artystki artystka pozostawiła publiczność samej sobie i zajęła się pakowaniem szklanych kieliszków rozstawionych uprzednio na stoliku w kącie. Wyciągała kolejne pudełka i pakowała tak, jakby zabierała jakieś ważne, kruche rzeczy w niechcianą podróż: bez sentymentów i należnej im uważności, beznamiętnie, szybko, machinalnie. Na podłodze stało około dziesięciu butelek wina i walały się jakieś rulony zawinięte w przeźroczystą folię. Potem spakowała butelki, a następnie wzięła owe rulony i z nich poczęła wyjmować plastikowe, turystyczne kieliszki. Te ustawiła na brzegu podwyższenia podłogi. Ustawiała je początkowo uważniej i staranniej niż szklane, ale po chwili jakby straciła cierpliwość. Na koniec przed kieliszkami umieściła kartkę z napisem „glasses”, po czym wróciła do stolika i przy pomocy kilku osób wyniosła go z sali razem ze spakowanymi pudłami na korytarz, ponownie porzucając swoich odbiorców jak gałgankowe lalki. Tam oświadczyła, że to koniec performance'u, otworzyła butelkę wina i nalewając je do kieliszków podawała tym, którzy byli w pobliżu. Podając kieliszki zachęcała do zabrania ich sobie do domu, „bo galeria zapłaciła, więc można sobie wziąć”. Po chwili wyjęła papierosy, zapaliła, a rozlewanie wina przekazała młodemu mężczyźnie. Sama oddała się towarzyskim pogaduszkom.

Kiedy wino zostało wypite, a kieliszki sprzątnięte, nastąpił może nie tyle performance, co projekcja z performance'u Żakliny Piechanowskiej. Był to performance inspirowany tym samym tekstem Becketta, jak ten pokazywany w Warszawie: artystka siedząc nago w naturalnym zbiorniku wodnym deklamowała tekst przerywając go kolejnymi zanurzeniami z głową, jakby chciała zbadać swoją wytrzymałość bez oddychania.

Po zakończeniu projekcji odbyła się dyskusja, która trwała niezwykle długo i wydawało się, że nie będzie miała końca. Napisałam dyskusja, ale mam poważne wątpliwości, czy była to dyskusja. Przewidywałam, że Marijana skupi na sobie prawie całą uwagę rzucając kilka chwytliwych tekstów o granicach sztuki, performance'u, o prowokacji, potrzebie stawiania pytań, rozwoju... i nie zawiodłam się.
W zasadzie trudno powiedzieć czemu służy to, co Marijana robi. Stawia pytania, ale nie słucha tego, co inni mówią, a sama odpowiada na pytania w taki sposób, żeby nie udzielić odpowiedzi. Deklaruje otwartość, ale tej otwartości nie widać. Widzi potrzebę zmiany stanu świadomości, ale chce, żeby dokonywali jej inni. Chce burzyć porządek świata, z którego korzysta, ale tak, żeby się nic nie zmieniło. Mówi o tym, że robi performance nie czyniąc go. Po wielekroć zaprzecza sama sobie, unieważnia swoje własne poglądy prezentowane chwilę przedtem. Każda jej odpowiedź to wiele, wiele słów, które są w pewnym sensie zapowiedzią kolejnych konfrontacji. Byłam na performance'ach mówionych. Robi to Lee Wen, Jacques Van Poppel, w Polsce - Ewa Zarzycka. Jednak na ich wystąpieniach odnosiłam zupełnie inne wrażenie i chyba nie tylko dlatego, że są to gwiazdy performance'u. Artysta powinien skupiać na sobie uwagę, szczególnie jeśli jest performerem. Marijana umie to znakomicie robić. Jednak nie jestem pewna, czy w performance chodzi właśnie o ten rodzaj uwagi. Nie chcę analizować wypowiedzi i stanu, w jakim znajduje się artystka, nie jestem psychologiem. Wiwisekcja nie wzruszyła mnie w najmniejszym stopniu, choć serdecznie jej współczuję. Oprócz traumy osobistej można było jeszcze przywołać czas ostatniej wojny na terenach dawnej Jugosławii, która zniszczyła wszystkich: i skrzywdzonych, i krzywdzicieli – jak to wojna. Są to rzeczy straszne, ale nie uzasadniają niczego. Każdy chce być rozumiany, ale oczekiwanie tego od innych to strata czasu, choć zdarza się, że czasem nam ktoś ofiarowuje swoje zrozumienie. Jeśli Marijana chce czerpać z potencjału traumy poprzez uprawianie sztuki, to może warto, żeby się dobrze zapoznała ze sztuką np. Fridy Kahlo czy Louise Bourgeois, które także przeżyły traumę. Bo sztuka ma to do siebie, że jest albo dobra, albo niedobra, bez względu na przeszłość artysty.

Luciana, podobnie jak pozostali uczestnicy tego spotkania, dała się wciągnąć w wir sprowokowanych, acz niewiele wnoszących rozważań Marijany. Szczęśliwie jej praca broni się sama, a ja swoje zdanie już zdążyłam wyrazić w pierwszym wydaniu „PERON-a”.
O Żaklinie postanowiłam nie pisać nic w podsumowaniu, bo skoro jej nie było na prezentacji i na performance, to i rzecz jasna nie było jej na dyskusji. Trochę szkoda, bo jako performerka zapowiada się interesująco. Oba jej performance podobały mi się, a sam fakt, że spina je ten sam rytmiczny i ciekawy tekst daje kilka powodów, dla których jej obecność na tej dyskusji byłaby wysoce pożądana.

Wydarzenia drugiego dnia złożyły się na to, że było jak w wierszyku Tuwima:

„Szły raz drogą trzy kaczuszki,
grzeczne, że aż miło:
pierwsza biała, druga czarna,
a trzeciej nie było.”




BlueBerry

NOTEPAD: day two of Performance Platform 2011

On day two, the festival program promised three women. These were to be: Luciana Freire D' Anunciacao, Marijana Jovanovic and Żaklina Piechanowska. They are such different individualities, such different people and such different artists that even before their performances I was really excited by the mere combination. If the organisers did it on purpose, then it was spot on, if it was by accident, then a lucky one.
The first artist gave a presentation (maybe slightly too revealing and giving things away, but still a presentation). In essence it comprised only the performance realised later and spare personal matters. I lacked a bit of the context of other performances, which would give me a better idea of the artist.
The second artist declared that she wasn't sure whether it wasn't time for her to begin her performance and so she vivisected. The vivisection was rather complex, as it referred not only to the life of the artist herself, a complete lack of sense of security, to violence and breaches of privacy and autonomy by her close ones, but also to the histories of these people's lives. The artist stated very clearly that she did it so that her work could be understood better.
The third artist did not appear, her video work was shown. It was actually at that very moment when I felt very curious and not only anticipated the course of the day, but also decided what I would like to write about for "PERON".

Luciana did the same performance as on EPAF. Her presentation and behind-the-scenes conversations reassured me as to the correct interpretation of her performance and that what she does is a performance, and not a dance (which is what her audience in Warsaw accused her of). What's interesting is that Luciana is aware of these accusations but, as she says, she knows what she's doing and what she wants to do. All we can do is listen to the voices of the world, because in cases such as this it sometimes happens that one can hear something after many years - and not only once.

Marijana invited the audience to the harshly lit room, which came as a great, even painful (at least for the eyes) contrast to Luciana's performance, which took place in the light of a projector. When everyone was in the room and found their place round the artist, she left the audience alone and started wrapping glass drinking glasses placed beforehand on a table in a corner. She kept taking out subsequent boxes and wrapping up as if she was taking some important fragile objects onto an unwanted journey: without sentiment and attention that they deserved, emotionlessly, quickly, mechanically. About ten bottles of wine stood on the floor and some rolls wrapped in cling film were scattered around. She then wrapped the bottles, and then got hold of the rolls and started taking plastic travel glasses out of them. She put them down on the edge of the platform. At first, she placed them with more attention and care than the glass ones, but after a while she seemed to have lost her patience. At the end she put a piece of paper inscribed "glasses" in front of them, then got back to the table and took it out of the room together with the full boxes with the help of several others, again abandoning the audience as if they were rag dolls. Outside she declared the end of her performance, opened a bottle of wine and poured it into glasses she passed on to those, who stood nearby. When she was handing the glasses, she encouraged to take them home, "because the gallery paid for them, so you can take them". After a while, she took out cigarettes, lit one and handed over the pouring of the wine to a young man, whilst she indulged herself in convivial chit-chat.

When the wine had been drunk and the glasses cleared away, Żaklina Piechanowska's projection of a performance (rather than a performance as such) took place. It was a performance inspired by the same text by Beckett as the performance that was shown in Warsaw: sitting naked in a natural water reservoir, the artist recited the text, stopping every time she submerged her head in the water, as if she wanted to test her endurance without breathing.

After ending the projection, a discussion took place and lasted particularly long, seeming to be never-ending. I say "discussion", but I have real doubts whether it was a discussion. I anticipated that Marijana was going to draw almost all the attention by saying a few catchy words about the limitations of art, of performance, about provocation, the need for asking questions, development... and I was not disappointed.
It was actually difficult to say to what ends Marijana's action was. She asks questions but doesn't listen to what others say, and her own replies avoid giving an answer. She declares openness, but one cannot see it. She sees the need for changing the mindset but wants others to do it. She wants to unsettle the world's order, which she takes advantage of, but in such a way that nothing would change. She talks about performing without doing it. She often contradicts herself, invalidating her own views presented just a moment before. All of her answers mean many, many words, which in a way forecast further confrontations. I attended spoken performances before. Lee Wen, Jacques Van Poppel and in Poland - Ewa Zarzycka do them. But their performances made a completely different impression on me and I don't suppose that it was only because they are stars in the performance art world. The artist should draw attention, especially if she's a performer. Marijana can do it perfectly. But I am not sure whether performance is about this sort of attention. I do not want to analyse the artist's opinions or state, I am no psychologist. The vivisection did not move me at the very slightest, though I genuinely feel for her. Apart from the personal trauma, one could also recollect the times of the last war in the former region of Yugoslavia, the war which destroyed everyone: both the victims and the aggressors – as wars do. These are terrible things, but they don't justify anything. Everyone would like to be understood, but expecting others to do so is a waste of time, even though it sometimes happens that someone offers us their understanding. If Marijana wants to use the potential of trauma through doing art, then it may be worthwhile for her to get to know the art of e.g. Frida Kahlo or Louise Bourgeois, who also went through a trauma. Because it is in the art's nature that it is either good or bad, no matter what the artist's past.

Similarly to other participants in this meeting, Luciana let herself be drawn into the whirlpool of Marijana's provoking, yet not very conclusive deliberations. Luckily her own work is self-defending and I managed to express my opinion in the first edition of "PERON" already.
I decided not to write about Żaklina in this summary, because since she wasn't there for the presentation and the performance, by default she wasn't there at the discussion either. It is a bit of a shame, because as a performer she appears interesting. I liked both her performances; just the fact that the same rhythmical, interesting text joins them is a reason for which her presence at the discussion would be most welcome.

The events of the second day resulted in what Tuwim's little rhyme said:

"Once upon a time three little ducks
Took a ferry, paid their toll.
The first one was white, the second – black
And the third one not there at all."



translated by: Anna Lycett

_______

Liliana Kozak

Za barierą myśli


Drugi dzień festiwalu należał do Luciany Freire d’Anunciacio, Marijany Jovanovic, i Żakliny Piechanowskiej. Zaczął się od czystej przestrzeni Luciany. Artystka stała się elementem filmu, traktując swoją postać jako narzędzie współpracujące z dźwiękiem i obrazem. Najpierw część białego ubioru zakrywała twarz i ręce. Na ekranie pojawiła się dłoń, próbująca jej dotknąć. Czy to był dotyk oczu wszystkich obserwatorów, czy podążający za twórcą ślad myśli, prowokujący do działania, bez względu na tremę? Na ekranie pojawia się zamknięte oko, otwiera się, a w tle wyłaniają się inne zamknięte. Postać, dotąd stojąca tyłem, odwraca się do nas, po chwili spod przykrycia uwalnia ręce, dotyka nimi zakrytej jeszcze twarzy. Gdy ją uwalnia, druga postać artystki pojawia się dodatkowo na ekranie. Dwa ciała: jedno, prawie identyczne, choć drugie jest filmowym duplikatem; zaczynają poruszać się, prowadzić rozmowę gestów. Szczególnie ciekawy był ruch filmowego wcielenia autorki próbującego wydostać się z ekranu, który artystka wykonała również przed nami. W momencie gdy poprzez działanie twórca może wypełnić sobą przestrzeń, kreując ją muzyką i architekturą, jest w stanie nią zawładnąć. Najpierw jednak musi wydostać się ze schematu, walczyć o własną wrażliwość, aby móc przekazać ją innym. Postać na ekranie chwilami ulegała zwielokrotnieniu. Ile może być wersji siebie, może to były wersje autorki widziane oczami innych, albo może tylko fantomy myśli?

W pewnym momencie sobowtór tancerki, tańczący niezależnie od niej, zastąpiła postać czarna, poruszająca się do góry nogami wraz z lekkim dysonansem trąbki wzbogacającym subtelną warstwę dźwiękową. Za chwilę pojawiły się oblizujące się usta, powiększona twarz, na której tle postać artystki nagle wydawała się maleć, sama stając się myślą – ruchomą figurką, którą twarz mogłaby sobie wymyślić.
Schylanie się, podskoki kojarzyły się z wysiłkiem i aktywnym trwaniem mimo zmęczenia, mobilizację ważną, aby skądś się wydostać, psychicznie i fizycznie, co artystka podkreślała gestami w trakcie performance. Udało się jej przekazać coś pięknego, a jako, że piękno jest w sztuce współczesnej trochę opatrzone, zawsze chętnie je oglądam.

Następna z performerek, Marijana Jovanovic, gdy już wszyscy zajęli dogodną pozycję, opuściła domniemaną scenę, przeszła do stołu, zaczęła wkładać do pudełek przygotowane wcześniej kieliszki, później stojące na podłodze butelki wina. Czyżby wernisaż miał się odbyć gdzie indziej, w dodatku bez gości? Poprosiła o przeniesienie stołu ze swojego miejsca na środek sceny. Postawiła na nim karteczkę z napisem „stół”. Następnie na stopniach kondygnacji dzielącej pomieszczenie i publiczność na pół zaczęła ustawiać inne, plastikowe kieliszki, poprosiła ludzi w pobliżu o pomoc, postawiła koło nich karteczkę z napisem „kieliszki”. Pudełka z zapakowanymi szklanymi kieliszkami i winem wyniosła z sali razem z pomocą widzów. To nadal nie był koniec. Wszyscy, którzy byli odgrodzeni barierą kieliszków z plastiku, podpisanymi (bo przecież wątpliwości z interpretacją są zawsze, zwłaszcza sztuki…) oraz równie dokładnie podpisanym stołem, stracili okazję na kieliszek wina na zewnątrza. Wino rozlewała performerka zapaliwszy papierosa. Nie wiadomo dokładnie kiedy performance się rozpłynął, przemieniwszy się w grupki dyskutantów w różnych miejscach. Do jednego z plastikowych kieliszków na podłodze przybył jakiś żółty płyn, postanowiłam się nie przekonywać o sile dowcipu żartownisia.
Coś cennego wydostało się z wnętrza galerii, ale wina pierwsi mogli się napić ci, którzy poszli za artystką, nie myśląc o pozostawaniu w sali. Ci, którzy czekają na działania artystyczne opatrzone metką uznania, muszą się zadowolić pustym stołem i plastikiem, a prawdziwe wino jest gdzie indziej.

Trzecim punktem programu był film Żakliny Piechanowskiej. Artystka trzymała się pod wodą i wychylała co chwilę, by zaczerpnąć tchu. Ułożenie szczupłego ciała przywodziło na myśl głód, łykany haustami tlen nie wystarczał, razem z nim autorka powtarzała, że wyszła, szuka kogoś bliskiego, podobnego do siebie, z kim mogłaby dzielić życie. Mętna woda podkreślała bladość ciała. Powtarzane z desperacją zdania o poszukiwaniu drugiej duszy skojarzyły mi się wręcz z szukaniem ofiary. Ta desperacja wydaje mi się podobna do desperacji matki-komarzycy muszącej za wszelką cenę znaleźć krew, bo inaczej jej gatunek nie przeżyje. Czy to zatem zew natury (czy geny przetrwają), czy autentyczne szukanie bratniej duszy? Nie wiadomo. Po powierzchni wody, na filmie, przemykały się wodne pajączki.

Jesteśmy autonomicznymi jednostkami, performance może umieścić nas na granicy pomiędzy byciem twórcami a odbiorcami, zmusić nas do przemyślenia naszych zasad i tego, czy zostajemy za barykadą przypadkowych gadżetów, czy idziemy zobaczyć co dzieje się gdzie indziej. Performance każe nam zastanowić się czy mamy jeszcze siłę na kolejny haust powietrza i czy nasze wyobrażenie samych siebie w naszych myślach robi to, co zaplanowaliśmy, czy wciąż uparcie robi co chce i odwraca się do góry nogami.




fot. Diana Kołczewska

_________

Katarzyna Ogórek
Noty o performance

[English version below]

Jedną z artystek festiwal Performance Platform Lublin prezentujących swój performance była Luciana Freire D'Anunciacao. Artystka w trakcie performance prezentowała układ kompozycji tanecznej, do muzyki w stylu skandynawskiej elektroniki, analogiczna kompozycja pojawiła się na prezentacji multimedialnej, tuż za nią. Używając prostych środków wyrazów chciała nawiązać kontakt ze swymi odbiorcami, ale czy jej to się to udało? Luciana nawiązując do powtarzalności układów tanecznych w balecie, wizualnie atrakcyjnych, wprowadzała chwilami pewien niepokój. W prezentacji multimedialnej pojawiała się dłoń oraz oczy przed którymi artystka uciekała. Czy to była sugestia ucieczki przed obserwacją, przed niechcianym kontaktem? Możliwe, że o to chciała zapytać swojego odbiorcę. Przeciwstawiła ona harmonię tańca pewnego rodzaju traumie ucieczki, może przed niechcianym dotykiem. Może w taki sposób chciała wyrazić swoją relację z widzem, przez zadawanie pytań, pozostawianie ich otwartych. Jak wyraziła się sama autorka performance, „artysta musi sam siebie pytać o swoją sztukę”.
Marijana Jovanovic wystąpiła zaraz po Lucianie tego samego wieczoru, w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, artystka przemieszczała się po całej sali galerii, wraz z oglądającymi ją widzami. Wprowadziła ich w różne etapy swojego życia posługując się takimi rekwizytami, jak kieliszki wina i wódki, które rozstawione były po całej sali galerii tworząc symetryczne kompozycje. Na koniec artystka wyszła z galerii zostawiając widzów za sobą. Zaintrygowana publiczność udała się za Marjianą gdzie artystka czekała już na nich z kieliszkami wina. Performance zakończył się wspólną degustacją.
Artystki opowiadały swoje historie, prezentujące odmiennie typy osobowości. Marijana dowcipnie prowadziła grę z widzem, wtajemniczając go w kolejne etapy swojej opowieści. Natomiast Luciana postawiła na część wizualną. Być może w taki sposób chciała nawiązać relację ze swymi widzami. Jednak w performance sami widzowie mają szansę być zauważeni przez artystę, mogą stać się częścią ważnego wydarzenia artystycznego, wejść w bezpośrednią relację z twórcą. Performance wyzwala fantazję zarówno artysty, jak i widza, w konkretnym czasie i miejscu. W tych obydwu perfomances była to przestrzeń galerii.


Katarzyna Ogórek

Notes on performance

One of the artist of the Performance Platform Lublin Festival was Luciana Freire D'Anunciacao. The performer presented dancing composition to Scandynavian electro music. In the background you could see similar composition in form of multimedia presentation. Using simple means of expression she tried to establish connection with the audience, but did she manage? Luciana, by performing repeated choreography in ballet and presentation and introduced certain anxiety. In the presentation one could see a hand or eyes that were making the artist run away. Did this imply that we run away from observing or unwanted connection? Maybe that is what she wanted to ask her viewers. She confronted the dance harmony with a kind of run-away trauma or unwanted touch. Perhaps that is how she wanted to establish a relation with viewer - by asking questions and leaving them open. As the author stated herself: “An artist needs to ask himself about his art”.
Marijana Jovanovic performed the same evening right after Luciana. Unlike her she moved around the gallery together with the viewers. She introduced them to different stages of her life using props such as glasses of wine and vodka that were standing all over the gallery in symetrical compositions. In the end the artist left the galerry leaving the audience behind. The confused viewers decided to follow her to the hall, where she was already waiting for them with wine. The performance was completed with a big wine-tasting.
Both artists spoke to us about their personal stories and presented two completely different personalities. Marijana in a humorous way played a game with her viewers and introduced them to different stages of her own life. Whereas Luciana focused herself on visual aspect and tried to connect with the audience through visual means. However, in performance the viewers should have a chance to be spotted by the artist and become a part of an important artistic event, connect directly with the author. Such as the gallery.

Pierwszy dzień Performance Platform




Lushan Liu

fot. Lesław Skwarski


Katerina Olivova

fot. Diana Kołczewska


Łukasz Trusewicz

fot. Lesław Skwarski


fot. Diana Kołczewska





_____


BlueBerry

NOTES: pierwszy dzień Performance Platform 2011

Pierwszy dzień. Zaraz po prezentacjach artystów pierwsze performance. Dziś Łukasz Trusewicz, Kateřina Olivova i Lushan Liu.
Ciekawa rzecz: widać, że Kateřina i Lushan mają w planach, wręcz zakładają, jakiś rodzaj interakcji z publicznością. Łukasz – nie, chyba, że liczyć to, co się dzieje, kiedy performance w zasadzie już się zakończy... Coś w rodzaju badania socjologicznego. Ale po kolei.

Publiczność zostaje wpuszczona do sali. Światło gaśnie i kiedy ktokolwiek próbuje złamać egipskie ciemności jakimś źródłem światła, chociażby telefonem komórkowym, natychmiast słychać syknięcia, mruknięcia, pełne dezaprobaty, wręcz słowne protesty: MA być ciemno.

Po kilku minutach skrzypnięcie drzwi, szuranie, tarmoszenie się: oho, ktoś się przedziera przez tłum. Dalej ciemno. „Miejscówkę” mam niezłą, powinno być widać, czekam więc cierpliwie. Człapanie coraz wyraźniejsze – wygląda na to, że wszedł już na podwyższenie i pewnie dotarł w okolice środka sali. Jeszcze chwila i głos Łukasza: „WCHODZĘ”. Jednocześnie zapala się zielona żarówka. Widać, jak żarówka, zawieszona na długim kablu po lewej stronie sali, buja się kolistym ruchem, a wokół niej krąży Łukasz. Chodzi wolno, rytmicznie jakby odmierzając kroki – czy to ich ilość, czy to ich długość, a może jedno i drugie. Próbuję robić zdjęcia, ale w tych warunkach mój aparacik odmawia współpracy.

I tu następuje paskudna chwila: zawierusza mi się plecak z prawie całym moim dobytkiem. Moment na decyzję, co robić. Zezując na scenę ruszam na poszukiwania. Jest! No tak, ale widzę jeszcze mniej. Z kąta sali słyszę mocny, zdecydowany głos Łukasza „SCHODZĘ” i brzęk tłuczonego szkła. Ooo, żarówka... W świetle dochodzącym przez uchylone na moment drzwi widzę wymach reszty, która została z żarówki. Domyślam się, że Łukasz ją świadomie stłukł!
Przez chwilkę cisza i ciemność. Zaraz potem znów coś jakby zielone światła (dwa, może cztery?), ale jakieś dziwne i na wysokości może ¾ metra od podłogi, chwilkę potem – na wysokości ok. 2 metry. Tak jakby coś świecącego trzymał w dłoniach najpierw swobodnie opuszczonych, a potem wzniesionych ponad głową. Po dłuższej chwili – bęc! i rozsypały się malutkie zielone światełka po całej podłodze. Szybko! Szybko! muszę zobaczyć co to jest...
No tak, ale jak tu napisać coś o performance, którego się nie widziało?...
W przerwie przed wystąpieniem Kateřiny podchodzę do Łukasza. Moje chytre zabiegi owocują nieoczekiwanym zakończeniem: umawiamy się na dłuższą rozmowę.

Tymczasem już wiem, że światło dla Łukasza jest konstrukcją, że w swoim performance'u dalej myśli, jak rzeźbiarz: światłem i przestrzenią. I że w performance'u cieszy go natychmiastowa gratyfikacja w postaci efektu, więc i zapewne odbioru.
Cieszy mnie perspektywa tej rozmowy. Widzę spójność, wyrazistość i niezwykłą konsekwencję w tym, co robi Łukasz Trusewicz.



___________________EPAF 2011/ Performance Platform 2011____________________



BlueBerry

NOTES: Po EPAFie 2011
Swój tekst piszę na gorąco: właśnie wróciłam z dyskusji podsumowującej tegoroczny EPAF.

EPAF 2011 jest już zakończony i nieodwołalnie należy do przeszłości. Pojutrze kontynuacja w postaci Performance Platform w Lublinie.

Przyznaję, że dyskusja mnie bardzo poruszyła - w podobnej jeszcze nie uczestniczyłam: dyskusja pozostała dyskusją, ale była tak samo cenna jak wystąpienia. Niewątpliwie stało się to za sprawą Magdaleny Ujmy, pełniącej rolę moderatora, i świetnej, niezwykle sprawnej i zręcznej tłumaczki, Ewy Kanigowskiej-Giedroyć.

Ogólny wniosek na wstępie dyskusji sformułowała Magda Ujma: tegoroczny EPAF zawierał zdumiewająco dużo wystąpień bogatych w interakcje z publicznością oraz stosunkowo mało (czy też bardzo subtelnych) odniesień politycznych, pomimo wyraźnych tendencji tego rodzaju przejawiających się w twórczości artystów chińskich oraz tradycji polskich od lat wysoko ceniącej tzw. sztukę zaangażowaną.

Początkowo miałam wrażenie, że ten festiwal, w porównaniu do dotychczas oglądanych przeze mnie, był „za spokojny", „za mało poruszający". Nic bardziej mylnego! Nie był może tak wartki i bogaty jak Interakcje czy inne (w Glasgow i Berlinie), jednak mam nieodparte wrażenie, że razem zrobiliśmy coś naprawdę ważnego. To uświadomiła mi właśnie ta dyskusja.
Spotkanie Wschodu i Zachodu, artystów młodszej i średniej generacji, których twórczość kształtowała się w różnym czasie i kulturach, konfrontacja różnych postaw artystycznych i niewątpliwie życiowych zaowocowały dyskusją nie tylko nad tym, co się wydarzyło w Laboratorium CSW, ale i też - jak się wydaje - nad istotnym przewartościowaniem, które miało miejsce w ostatnim czasie w obszarze sztuk wizualnych.

Analizując zastosowane środki - od medytacji (Cui Tao), przez techniki oddziaływania na innych: zaciekawienie (Cui Tao), zaproszenie lub zachęcenie (Kateřina Olivova, Chen Jin, Chengyao He, Lushan Liu, Cai Qing Sonnenberg, HP Process), prowokacja (Marijana Jovanovič), aż po technologię multimedialną (Nathalie Mba Bikoro, Lushan Liu, Luciana Freire D' Anunciacao, Żaklina Piechanowska, Kateřina Olivova, HP Process, Yannick Franck) - mogliśmy na nowo zastanowić się nad motywacją i przekazem artysty, nad granicami tak działania, jak podmiotu i samego obszaru sztuki. Okazało się, że pytania o granicę między Wschodem a Zachodem, o granicę, do której może się posunąć artysta, o to, kim jest artysta i kto jest artystą, czym jest sztuka, a czym nie jest, o instytucję i reguły w obszarze sztuki i wreszcie o to, czym jest performance, są wciąż aktualne. A skoro wciąż możemy pytać, to znaczy, że dalsze eksplorowanie tego obszaru jest wciąż możliwe, to znaczy, że sztuka wciąż żyje, a ci, którzy nonszalancko powiadają, że „wszystko już było", po prostu umarli za życia.

Niewątpliwie niezwykle istotnym momentem nie tylko dyskusji, ale i samego EPAFu, było zderzenie dwóch postaw i performance'ów: Cui Tao oraz Marijany Jovanovič.

Marijana Jovanovič, 24-letnia artystka serbska, w pewnym sensie odwróciła sytuację performace'u:

w stronę publiki skierowała ostre światła reflektorów oraz „oko" kamery ustawionej na środku, przed ekranem, zaś sama usiadła tyłem do publiczności przy stoliku ustawionym wyraźnie po prawej stronie sceny. Po kilku minutach na ekranie pojawił się obraz widowni. Można nawet powiedzieć, że siedzieliśmy naprzeciwko samych siebie. Publiczność zaczęła się przemieszczać w kierunku artystki, część osób ją „obsiadła" i próbowała rozmawiać, oglądać przedmioty rozłożone na stoliku, z których część stanowiły jej prywatne notatki robione w kilku językach (angielskim, serbskim i bodaj w norweskim). Nie da się rozmawiać w kilkadziesiąt osób naraz, szczególnie, że były bariery językowe. Marijana doprowadziła do pełnego przemieszczenia się osób i ról. W którymś momencie wręcz rozgorzał spór z aktywnym i zdecydowanym udziałem samej artystki o to, komu wolno w sali zapalić papierosa (Marijana paliła odpalając papieros od papierosa). Chaos i dezorientacja pogłębiały się z każdą chwilą. Część osób straciła zainteresowanie tym, co się dzieje, i zaczęła zajmować się sobą: zaczęły się pogaduszki w mniejszych grupach, wspólne robienie sobie zdjęć, część ludzi zaczęła wychodzić lub spacerować po sali, niejako chcąc „przeczekać" do następnego wystąpienia...

Zdarzenie to (trudno mi o nim napisać "performance") podziałało na mnie bardzo mocno, tym mocniej, że miałam świadomość, że za drzwiami sali w tym samym czasie Cui Tao badał synchronizację swojego umysłu, ciała, oddechu i działania. Eksplorował obszar życia i sztuki, siedząc niemalże nieruchomo przy stoliku w holu, naprzeciwko windy, twarzą do drzwi sali, w której trwało działanie Marijany, i zapisując na serwetkach chińskimi znakami swoje spostrzeżenia. Wokół niego też kłębił się obserwujący go tłumek. Budził zaciekawienie, tym bardziej, że uprzedzono publiczność, że jego performance jest zaplanowany aż do dnia następnego - na pełne 24 godziny. Jednakże przyciąganie uwagi publiczności działo się tu na diametralnie innej zasadzie. Ostatecznie Cui Tao przerwał swój performance wcześniej niż planował: po ok. 18 godzinach performance'u zaczął mieć problemy z umysłem i oddechem. Były na tyle istotne, że uznał, że trzeba działanie zakończyć.

Podobnie jak Cui Tao pracowała Chengyao He: siedziała na krzesełku, bardzo blisko publiczności z umieszczonym głęboko w ustach zamrożonym jogurtem. Wszyscy prawie bez ruchu, w ciszy i napięciu czekali na to, co się stanie, przez dobrych kilkanaście minut obserwując wysiłek i mękę artystki.

Przemieszanie ról performer/publiczność pojawiło się nie tylko u Marijany, ale także w pracy Lushan Liu. O ile u Marijany było ono wynikiem złamania pewnych norm i potoczyło się w kierunku konfrontacyjnej utarczki z kuratorem o to, co komu wolno, o tyle w przypadku Lushan Liu sytuacja - skądinąd wcale nie łatwiejsza zważywszy, że zupełnie zawiodła aparatura - nikomu nie wymknęła się spod kontroli. Lushan Liu zaproponowała performance, w którym sterując wolontariuszami, chciała ich wcielić w role preformerów. Sama, niejako ich jedynie animując, planowała stać się widzem, obserwatorem ich działania. Trudny moment na początku, kiedy publiczność zaczęła się świetnie bawić podczas przywdziewania skomplikowanego, wspólnego stroju dla czterech osób, nie stał się przyczynkiem do pełnej i niekontrolowanej zamiany ról, jak to było u Jovanovič. Przebrani wolontariusze zostali przewiezieni windą do miejsca docelowego, gdzie odtańczyli przewidziany taniec. Zamiast prawdopodobnie niezwykle efektownego w obrazy i dźwięki performance'u mieliśmy okazję obserwować aranżację cokolwiek niejasną, ale performerka pozostała sobą. Smutna i niepocieszona awarią rzutnika i maszynki do ćwierkania dzielnie zniosła brak istotnego elementu swojego działania, ale zrealizowała je do końca. Czy to działanie było piękne? Tak. Czy było sztuką? Tak. Czy to był performance? Tak.

W dyskusji Cui Tao jasno i spójnie pokazał ideę swojego wystąpienia. Lushan Liu wyjaśniła, co chciała osiągnąć, co jej się udało, a czego nie. Była świadoma i kontrolowała sytuację do końca. Była też zwyczajnie smutna, że jednak nie o to jej chodziło.

Marijana próbowała wyjaśnić swoje działania chęcią kontestowania instytucji samego festiwalu, sztuki, osoby artysty i jego roli w społeczeństwie. Zabrakło spójności, logicznego uzasadnienia. Bunt dla samego buntu przeżywa się w wieku piętnastu lat, a jeśli artysta przeżywa go jako swoistą „sztukę dla sztuki", to może powinien poszukać lepszej motywacji albo... zajęcia. Jakoś inaczej wspominam „buntownika z wyboru" Istvana Kantora, a nawet samą Marijanę z pewnego performance'u osadzonego w serbskiej tradycji: wtedy jawiła mi się jako ktoś, kto posiada korzenie, ale żyje tu i teraz. Jej performance na EPAF był zapewne owocem warsztatu u Ray'a Langenbacha, ale wydaje się owocem niezbyt dojrzałym.

Zestawienie opisanych postaw nieodparcie przywodziło mi na myśl wschodni styl bycia i życia, tysiące lat kultury pracy z umysłem i nieustannego borykania się z własnym ego: oswajaniem go, dyscyplinowaniem, a kiedy jest to konieczne - z uleganiem mu; pracy nad poszerzaniem własnej świadomości i możliwości „tu i teraz". Skrajnie przeciwną postawą jest postawa dryfowania ego na podobieństwo tratwy po morzu nieświadomości. Mam tylko nadzieję, że dyskusja ta przyniosła zrozumienie, że kontestacja dla kontestacji jest tylko cokolwiek przeintelektualizowaną zatoczką, z której jednak można wypuścić się na szerokie wody faktycznych idei i motywacji.
Jednym z bardziej interesujących momentów dyskusji było sformułowanie przez Cui Tao wniosku, że kluczowym elementem performance'u jest ciało, w którym dzieje się wszystko: od oddechu i funkcji życiowych aż po rodzenie się idei. Analizując postawy artystów z Chin, słuchając ich wypowiedzi, mogliśmy przekonać się jak oni to widzą, rozumieją i realizują. Każde z nich, nawet Ting-Tong Chang, który swój performance oparł na machinie - ogromnej kuszy strzelającej jajkami w blaszaną ścianę, to jednak musiał sterować nią ręcznie pilotem i od czasu do czasu podejść, żeby uzupełnić jajka w podajniku.

Ostatnie dwa aspekty, które były poruszane w dyskusji, to kwestia teatralności/teatralizacji performance'u, w tym także w odniesieniu do samego miejsca akcji.

W trakcie pracy duetu HP Process jeden z komputerów zawiesił się i zniknął obraz z połowy ekranu. Artyści po widocznym chwilowym zaniepokojeniu podjęli działanie, lecz w innym kształcie. Zaowocowało to spontanicznym, lecz dość przewidywalnym i nieco „przegadanym", teatralnym zakończeniem. Podobne zarzuty można było sformułować nie tylko tym performerom, ale także np. Nathalie Mba Bilkoro, której praca, chociaż niezwykle piękna, to jednak robiła wrażenie oczywistej i miała w sobie coś z przedstawienia teatralnego. Jednak w trakcie dyskusji uświadomiliśmy sobie, jak ważne jest miejsce wykonywania performance'u. Z pewnością inaczej odbierano jej wystąpienie w niemalże teatralnej sali Laboratorium, a inaczej w np. przestrzeni otwartej, zwłaszcza jakiejś przemysłowej czy ubogiej dzielnicy wielkiego miasta.

Zamierzone spotkania zostały zrealizowane i podsumowane. Kolejne działania - przed nami. Zapewne w tym samym duchu, bo większość artystów, którzy byli w Warszawie, wystąpi w Lublinie. Dalej będziemy eksplorować podobieństwa i różnice, konfrontować różne postawy i uczyć się nawzajem od siebie. Jestem bardzo ciekawa, co się wydarzy, czy będą powtórki działań, jakie nowe jakości się pojawią w tym przedsięwzięciu - bo traktuję je jako jedno, choćby z uwagi na całą ekipę organizacyjną, która jest prawie taka sama w Lublinie, jak i w Warszawie, w polskim Wschodzie i Zachodzie.

Myśląc o pięknym wystąpieniach Luciany Freire D'Anunciacao i Łukasza Trusewicza, zapragnęłam nowego tematu na kolejny festiwal. Luciana swoje wystąpienie oparła na tańcu i nazwała je With Myself. Słuchając dyskusji kuluarowych uznałam, że nie zostało ono przez wiele osób zrozumiane prawie wcale. Dla mnie była to piękna opowieść o byciu kobiety samej ze sobą, byciu blisko - z uwagą i czułością, przedstawiona z wielką wrażliwością i otwartością.

Podobny rys widziałam w pracy Łukasza: oto mężczyzna zaraz za progiem dorosłości, wytwarza przedmiot, który z jakiejś przyczyny pragnie zniszczyć. Może po to, by wypróbować swoją energię, siłę, potrzebę walki - z materią, sobą samym? Czy to dlatego, że ów produkt jego pracy przestał mu się podobać (chyba był z niego zadowolony, skoro przed akcją czule musnął go dłonią?), czy z innej przyczyny uderza w niego kilkakrotnie kijem. Niszczycielskie narzędzie ulega całkowitej destrukcji, kamienny „ideogram" - litera O - pozostaje nienaruszona. Artysta odrzuca je i odchodzi, porzucając także swoje dzieło...

W naszym świecie, świecie zmaskulinizowanych mentalnie kobiet i zniewieściałych mentalnie mężczyzn, nierówności płci, podziałów i uprzedzeń, krzywdzenia siebie nawzajem w zaciszach domów i poza nimi, treningów do ról społecznie akceptowanych od najmłodszych lat (aż mi się cisną przed oczy prace Libery), wreszcie stereotypów i walki między płciami, jest wciąż wiele do zrobienia. Może już nadszedł czas, żeby mężczyźni i kobiety przestali walczyć ze sobą, spotkali się i zaczęli uczyć się od siebie? Odszukali w sobie piękno i siłę, jak Luciana i Łukasz? Odszukali je w sobie nawzajem?

I tak mi się marzy, żeby kiedyś odbył się taki festiwal: spotkanie kobiecości i męskości, ukazania sobie nawzajem jak to przeżywamy - tak jak to zrobili Luciana i Łukasz, tak, jak to kiedyś mogłam zobaczyć w pracy Moniki Günther i Ruediego Schilla...

_____


BlueBerry

NOTES: After EPAF 2011

I am writing this text still keyed up: I have just come back from the discussion concluding this year's EPAF.

EPAF 2011 is over now and it irrevocably belongs to the past. The day after tomorrow will see its continuation in the form of Performance Platform in Lublin.

I admit that the discussion moved me a lot - I haven't taken part in anything like it before: the discussion remained a discussion, yet it was just as valuable as performances. Unquestionably, this was thanks to Magdalena Ujma, who acted as a moderator, and the great, incredibly proficient and skilful interpreter, Ewa Kanigowska-Giedroyć.

At the beginning of the discussion Magda Ujma formulated the general conclusion: this year's EPAF contained surprisingly many performances rich in interaction with their audiences and relatively few (or rather very subtle) political references, despite clear tendencies of this kind showing in the work of Chinese artists and Polish traditions that have long been approbative of the so-called engaged art.

Initially my impression was that comparing to other festivals I observed until now, this one was "too calm", "too unmoving". How wrong I was! It might not have been quite as brisk and rich as Interakcje or other ones (in Glasgow and in Berlin), but I still have the overwhelming impression that together we achieved something really important. This is precisely what the discussion made me realise.

The encounter of East and West, artists of younger and middle generations, whose work has been shaped throughout different times and cultures, the confrontation of different artistic and certainly also life stances led to a discussion not only on what took place at the Centre for Contemporary Art (CSW) Laboratory, but also on - as it seems - a significant overvaluation, which has recently taken place in the domain of visual arts.



Through analysing the means employed - from meditation (Cui Tao), to techniques of influencing others: intrigue (Cui Tao), invitation or encouragement (Kateřina Olivova, Chen Jin, Chengyao He, Lushan Liu, Cai Qing Sonnenberg, HP Process), provocation (Marijana Jovanovič), up to multimedia technology (Nathalie Mba Bikoro, Lushan Liu, Luciana Freire D' Anunciacao, Żaklina Piechanowska, Kateřina Olivova, HP Process, Yannick Franck) - we could consider anew the motivation of and messages given by the artist, the borders of both action, and the subject and the domain of art itself. It turned out that questions about the border between East and West, about the extreme, to which an artist can go, about what an artist is and who is an artist, about what art is and what art is not, about the institution and rules within the domain of art and finally about what performance art is, are still current. And since we can still ask questions, this means that further exploration of this subject is still possible, this means that art is still alive, and those, who say nonchalantly that "everything has already been accomplished", just died alive.

Doubtlessly, an incredibly significant moment not only in the discussion, but also in EPAF itself was the confrontation of two stances and performances. Those of Cui Tao and Marijana Jovanovič.

In a sense, Marijana Jovanovič, a 24-year-old Serbian artist, reversed the performance situation:

it was towards the audience that she pointed the sharp spotlight and the "eye" of the camcorder standing in the middle in front of a screen, whilst she herself sat by a table placed evidently to the right of the stage, her back towards the audience. After a few minutes the image of the audience appeared on the screen. One could even say that we were sitting in front of ourselves. The audience started moving towards the artist, some people "settled" around her and tried to talk, to look at the objects placed on the table, comprised in part of her private notes taken in several languages (English, Serbian and probably Norwegian). It was impossible to talk with several dozen people at the same time, especially because of language barriers. Marijana led to a complete mixing of people and their roles. At some point even an argument started, in which the artist took an active and emphatic part, over who was allowed to smoke cigarettes in the room (Marijana kept smoking, lighting each cigarette from the butt of the previous one). Chaos and disorientation deepened with every moment. Some people lost interest in what was going on and started going about their own business: they began chit-chatting in small groups, taking photos of each other, some people started leaving the room or walking around it, as if they were "sitting out" until the next performance...

This event, which I find difficult to call a performance, had a strong effect on me, all the stronger since I knew that behind the doors of this room, at the same time Cui Tao was exploring the synchronisation of his mind, body, breath and action. He was exploring the domain of life and art whilst sitting almost still by a table in the hall, in front of the lift, facing the doors to the room, where Marijana's action was taking place, and writing down his reflections in Chinese symbols on napkins. Around him whirled a little crowd, observing him. He was arousing curiosity, all the more that the audience had been informed beforehand that his performance was planned to take place until the next day - for full 24 hours. But attracting the spectators' attention was based here on a radically different basis. Eventually Cui Tao stopped his performance sooner than planned: after about 18 hours of performing he started having problems with his mind and breath. They were significant enough for him to decide to stop the action.

Chengyao He worked in a similar manner to Cui Tao: she sat on a little chair, very close to the audience, with a frozen yoghurt placed deep within her mouth. For over ten minutes, everyone waited almost still, quietly and in suspense, for what was going to happen, watching the efforts and suffering of the artist.

The role mixing of the performer/audience took place not only in Marijana's work, but also in that of Lushan Liu. Whilst in Marijana's action it came as a result of breaking certain rules and led to a confrontational argument with the custodian on who is allowed to do what, in the case of Lushan Liu the situation - albeit not much easier due to equipment failure - did not slip out of anyone's control. Lushan Liu put forward a performance, in which by directing volunteers, she wanted them to play the role of performers. Whilst in a way she merely animated them, she planned to become a spectator herself, an observer of their action. A difficult moment at the beginning, when the audience started having great fun whilst the performers were trying to put on a complicated piece of clothing for four people, did not lead to a complete and uncontrollable exchange of roles, as was the case with Jovanovič. Dressed-up volunteers were taken to their destination by lift, where they danced a prescribed dance. Instead of a presumably very visually and audibly effective performance, we could observe an arrangement that was somewhat unclear, but the performer remained herself. Saddened and inconsolable by the breakdown of the projector and chirping machine, she bravely faced her action missing significant elements, yet she completed it. Was this action beautiful? Yes. Was it art? Yes. Was it performance art? Yes.

During the discussion Cui Tao revealed the idea behind his performance clearly and coherently. Lushan Liu explained what she wanted to achieve, and what she was and what she wasn't successful in. She was conscious and controlled the situation until the end. She was also simply sad, because it wasn't quite what she wanted.
Marijana tried to explain her actions in terms of wanting to contest the institution of the festival itself, of art, of the artist and her role in the society. Coherence, a logical explanation were missing, though. One goes through rebellion for rebellion's sake at the age of fifteen, but if an artist experiences it as a kind of "art for art's sake", then perhaps she ought to look for a better motivation or... occupation. My recollection of the "rebel without a cause", Istvan Kantor, is somewhat different, and so is that of Marijana herself in one of her performances set in a Serbian tradition: then she appeared to me as someone, who has roots, but lives here and now. Her performance at EPAF was surely the fruit of a workshop with Ray Langenbach, but it seems to be somewhat unripe.

The juxtaposition of the stances described above made me think of the Eastern way of being and living, thousands of years of culture of work with mind and of constant struggle with one's ego: taming it, disciplining it and, when necessary, giving in to it. Of work on expanding one's consciousness and the possibilities of "here and now". The extreme opposite of this stance is the stance of ego drifting like a raft on the sea of unconsciousness. I only hope that this discussion has brought in the understanding that contestation for contestation's sake is merely a somewhat overintelectualised cove, from which it is still possible to set sail on the wide waters of real ideas and motivations.
One of the more interesting moments during the discussion was Cui Tao's formulation of the conclusion that the key element of performance is the body, in which everything takes place: from breath and vital functions up to the birth of ideas. By analysing the stance of artists from China, by listening to their views, we could find how they see it, how they understand it, how they realise it. All of them, even Ting-Tong Chang, who based his performance on a machine - a giant crossbow shooting eggs at a tin wall, and who still had to operate it manually with a remote control and to walk over to it from time to time in order to replenish eggs in the feed mechanism.

The last two aspects, which were touched upon during the discussion, are a question of theatricality/dramatisation of performance, also in reference to the place of action itself.

During the course of HP Process duet's work one of the computers froze and half of the image on the screen disappeared. After a moment of noticeable concern, the artists started their action, but in a different manner. This resulted in a spontaneous, but rather predictable and slightly "verbose" theatrical ending. Similar objections could be formulated not only against these performers, but also against e.g. Nathalie Mba Bilkoro, whose work, albeit unusually beautiful, made the impression of the obvious and had something of a theatrical play in it. However, in the course of the discussion, we realised how important the place of performing is in performance art. Surely her performance was received differently in the almost theatrical room at the Centre for Contemporary Art Laboratory and differently in the open space, especially in an industrial or poor district of a large city.

All intended events have been realised and concluded. Further actions are still before us. They will certainly be in the same spirit, because most artists present in Warsaw are going to perform also in Lublin. We are going to further explore similarities and differences, confront different stances and learn from each other. I am very curious what is going to happen, whether there will be iterations of actions, what new qualities will appear in this undertaking - and I treat it as one, at least for the one reason that the whole organisation team is almost the same in Lublin as it is in Warsaw, in the Polish East and West.



Thinking about beautiful performances of Luciana Freire D'Anunciacao and Łukasz Trusewicz, I came to wish for a new theme for the next festival. Luciana based her performance on dance and called it With Myself. Listening to the backstairs discussions made me conclude that many people did not understand it almost at all. For me, it was a beautiful tale of a woman being alone with herself, being close - attentively and with affection, performed with great sensitivity and openness.

I noticed a similar feature in Łukasz's work: there, having just entered adulthood, a man creates an object, which he wishes to destroy for some reason. Maybe in order to try his energy, his power, his need for fight - with matter, with himself? Because this product of his work no longer appealed to him (wasn't he pleased with it, as before his action he had stroked it lovingly with his hand?) or because of something else, he hit it several times with a stick. The ruinous tool is totally destroyed, a stone "ideograph" - the letter O - stays intact. The artist discards the tool and walks away, leaving also his work behind...

In our world, the world of mentally masculinised women and mentally femininised men, of gender inequality, of divisions and prejudices, of hurting one another at the privacy of home and outside, of training for socially acceptable roles from early years (I cannot get Libera's works out of my mind), finally of stereotypes and the battle of sexes, there is still much to be done. Maybe the time has come for men and women to stop fighting, to meet up and to learn from each other? To find beauty and strength in themselves, like Luciana and Łukasz did? To find them in each other?

And so I keep dreaming that one day such a festival will take place: the encounter of femininity and masculinity, showing each other how we experience it all - just as Luciana and Łukasz did, just as I once could see it in the work of Monika Günther and Ruedi Schill...



translated by Anna Lycett

Performance Platform Lublin 2011




29.11.-02.12.2011
Galeria Labirynt


Performance Platform odbędzie się w Lublinie po raz trzeci. Każdego roku festiwal przybiera inną formułę, pojawia się w różnych częściach miasta, goszcząc artystów performance z całego świata. Pierwsza edycja została zorganizowana przez Ośrodek Sztuki Performance w 2009 r. i była zestawieniem różnych postaw w dziedzinie sztuki akcji artystów średniego i młodszego pokolenia. W ubiegłym roku festiwal odbył się w Galerii Labirynt, zaproszona została grupa artystów performance o światowej sławie Black Market International, która obchodziła 25-lecie istnienia. Program tegorocznej edycji festiwalu zbudowany został w oparciu o ideę dialogu kultury i sztuki Azji i Europy, ich wzajemnych wpływów, inspiracji i różnic. Spotkanie i konfrontacja artystów, których twórczość wyrosła w różnych kulturach, jest okazją stworzenia wspólnej platformy dialogu, źródłem refleksji nad różnicami i podobieństwami w sposobie postrzegania nie tylko sztuki ale i świata. Oprócz performances odbędą się spotkania i rozmowy z artystami, prezentacje i przeglądy dokumentacji filmowej.

Wystąpią: Chen Jin, Cui Tao, Luciana Freire D'Anunciacao, He Chengyao, Marijana Jovanovic, Lushan Liu, Katerina Olivova, Żaklina Piechanowska, Cai Qing, Ting-Tong Chang, Łukasz Trusewicz oraz Zbigniew Warpechowski


WSTĘP WOLNY

Program Festiwalu

Warsztaty z krytyki artystycznej w Galerii Labirynt

Zapraszamy do udziału w warsztatach z krytyki artystycznej, prowadzonych przez Magdalenę Ujmę. Warsztaty będą trwały przez pięć dni (28.11. - 2.12.) i będą towarzyszyły Festiwalowi Performance Platform Lublin. Adepci krytyki artystycznej będą mieli sposobność komentowania na bieżąco akcji performerów i kolejnych dni festiwalu, robić z nimi wywiady, współtworzyć gazetkę festiwalową.
Formuła warsztatów będzie opierała się na pracy nad konkretnym wydarzeniem. Pod opieką prowadzącej uczestnicy warsztatów będą uczyli się sztuki opisywania akcji wykonywanych na żywo, wywiadów z ludźmi sztuki i tworzeniu na gorąco swojego komentarza.
Zapraszamy osoby zainteresowane sztuką najnowszą, mające pewne (nawet niewielkie) doświadczenie w pisaniu. W zgłoszeniach prosimy podawać imię i nazwisko, wiek, adres mailowy, nr telefonu, rok i kierunek studiów (w przypadku studentów), wykształcenie, krótką informację o dotychczasowym doświadczeniu związanym z pisaniem tekstów o sztuce, krótko - dlaczego zdecydowałaś / zdecydowałeś się uczestniczyć w warsztatach.
Zgłoszenia prosimy przesyłać do 23.11.2011 (środa), na adres: diana.kolczewska@labirynt.com
Ilość miejsc ograniczona!

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Organizator:

Współpraca:





Patronat medialny:






Festiwal jest realizowany przy pomocy finansowej Miasta Lublin oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego





  • Ting-Tong Chang
  • Luciana Freire D'Anunciacao
  • Chengyao He
  • Chen Jin
  • Marijana Jovanovic
  • Lushan Liu
  • Katerina Olivova
  • Żaklina Piechanowska
  • Cui Tao
  • Łukasz Trusewicz

Cai Qing


Od 1987 r. mieszkał i pracował jako artysta niezależny w Europie i Nowym Yorku. W 2007 r. przeprowadził się do Singapuru. Brał udział w takich festiwalach jak m.in.: Future of Imagination 5, Documenta XII w Kassel. Tworzy w zakresie sztuki performance,malarstwa, wideo, instalacji, jest również kuratorem. Artysta wciela się zarówno w rolę "obserwatora" jak i "obserwowanego", co stanowi podstawę jego twórczości. Skupia się na sytuacji ludzi pochodzących z różnych środowisk, w różnych społeczeństwach. Wiele jego prac opartych jest na historiach ludzkich, ważnym aspektem jego performances jest interakcja z publicznością.